
mat.prasowe : Mr Gorilla

Dlaczego wybraliśmy się do Mr Gorilla?
Mr Gorilla to jedno z tych miejsc, do których wraca się z przyjemnością. Byłyśmy tam już siedem razy i za każdym razem towarzyszyło mi to samo uczucie: „dobrze, że tu przyszłyśmy”. Dziecko od razu znika w zabawie, a ja mogę na chwilę poczytać książkę. Ostatni raz byłyśmy tam 3 lutego 2026 roku i znów był to czas pełen śmiechu, ruchu i dziecięcej ekscytacji, ale w takiej wersji, którą da się ogarnąć. To miejsce żyje, tętni energią, a jednocześnie nie przytłacza. I właśnie to sprawia, że naprawdę można tam spędzić czas spokojnie - co, umówmy się, w sali zabaw brzmi niemal jak oksymoron. Coraz częściej widzę, że inni rodzice z Gdyni i okolic polecają Mr Gorillę w swoich relacjach i postach. Rozumiem to doskonale. To raczej ulga i satysfakcja, że istnieje miejsce, w którym dziecko jest szczęśliwe, a rodzic nie wychodzi zmęczony bardziej niż po placu budowy.
Pierwsze wrażenie po wejściu do sali
Nasza pierwsza wizyta w tym miejscu odbyła się 16 marca 2025 roku, czyli zaledwie miesiąc po jego oficjalnym otwarciu. Jeszcze przed przyjazdem przeczytałam od deski do deski wszystkie dostępne informacje na stronie. Nie lubię niespodzianek w postaci regulaminowych „gwiazdek”, a już szczególnie wtedy, gdy jadę w takie miejsce z dzieckiem. Lubię wiedzieć, na co się piszę - to daje mi spokój, którego jako mama naprawdę potrzebuję.
Co ciekawe, to miejsce nie było mi zupełnie obce. Jako fotograf nieruchomości pamiętam czas, kiedy do swoich realizacji szukałam studia fotograficznego. Trafiłam wtedy na Panika Studio, które jak się szybko okazało było po prostu za duże na moje potrzeby. W tamtym okresie w Trójmieście praktycznie nie istniały mniejsze, kameralne studia na wynajem pod sesje. Kilka lat później jedna z zaprzyjaźnionych pośredniczek nieruchomości miała to studio w swojej ofercie sprzedażowej. Wtedy już wiedziałam, że coś zaczyna się dziać z tym miejscem .
Wracając jednak do samej sali zabaw. Zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Od pierwszych chwil da się wyczuć pomysłowość i konsekwencję właścicieli w budowaniu tej przestrzeni. Obiekt, który wcześniej służył do realizacji filmów i spotów reklamowych, zachował swoją tożsamość. Zresztą, jak czytałam w jednym z wywiadów na trojmiasto.pl, właściciele świadomie nie chcieli odcinać się od historii tego miejsca. I to widać — postacie, rekwizyty i filmowe detale pojawiają się tu niemal na każdym kroku.
Od progu zauważalny jest też bardzo duży nacisk na bezpieczeństwo dzieci. Regulaminy są wyraźnie oznaczone i obecne w wielu miejscach, niektóre pomieszczenia zabezpieczone są kodami, a sama konstrukcja małpiego gaju sprawia wrażenie solidnej i dobrze przemyślanej. Jako rodzic naprawdę czułam, że ktoś tu pomyślał kilka kroków do przodu.
Dla mnie absolutnym hitem okazała się niewielka sala kinowa. To właśnie tam moja córka mogła w spokojnych warunkach oswoić się z ideą kina. Był to dla nas pierwszy, bardzo ważny krok przed wizytą w „prawdziwym” kinie — choć i tak zaczęłyśmy od kameralnego seansu w Jastarni, na Kici Koci. I to był strzał w dziesiątkę.
Na piętrze znajdują się salki urodzinowe, w których można zorganizować przyjęcie. Największe wrażenie — zarówno na mnie, jak i na mojej córce — zrobiła sala w stylu „Alicji w Krainie Czarów”. Jest też pokój dla mamy karmiącej (nie korzystałam z niego osobiście, ale wiem z informacji na stronie, że jest dostępny) oraz niewielka strefa zabaw dla najmłodszych dzieci w wieku od 1 do 3 lat, co uważam za bardzo dobrą decyzję organizacyjną.
Klimat miejsca – czym Mr Gorilla różni się od zwykłej sali zabaw?
Sala ma wyraźnie filmowy charakter i widać to już od progu. Nie wiem, czy to rozwiązanie jest standardowe, ale wejście możliwe jest na 2 godziny, za które płaci się z góry. Po upływie tego czasu można albo dopłacać 1 zł za każdą dodatkową minutę, albo od razu wykupić drugi bilet, co daje łącznie 4 godziny pobytu. W wielu innych miejscach tego typu czas zabawy nie jest w ogóle limitowany. Przypuszczam, że właściciele zdecydowali się na takie rozwiązanie głównie ze względów bezpieczeństwa dzieci.
Trudno porównywać to miejsce do innych podobnych przestrzeni, bo jest naprawdę inne. Nigdzie indziej nie spotkałam się z aż taką liczbą dodatkowych atrakcji: osobny pokój z grami, kino, salka zabaw dla najmłodszych, transformersy czy kącik z lalkami Barbie. To miejsce bez wątpienia wyróżnia się na tle innych. Przy takiej liczbie atrakcji z góry przypisane 2 godziny to – moim zdaniem – zdecydowanie o godzinę za mało.
Atrakcje oczami dziecka
Moje dziecko bardzo chętnie korzysta ze wszystkich atrakcji. Konstrukcja jest wysoka i różnorodna, dzięki czemu naprawdę można tam spędzić sporo czasu i ani przez chwilę się nie nudzić. Szczególnie lubimy pokój z grami. Jest to w zasadzie nasz punkt obowiązkowy przy każdej wizycie. Co więcej, sprawia on radość nawet mnie, więc to taki mały bonus dla rodzica.
Kino, z mojej perspektywy, czyli mamy dziecka, które nigdy wcześniej nie było w prawdziwym kinie jest świetnym punktem wyjścia, żeby w spokojny sposób pokazać, czym kino w ogóle jest, jak wygląda i co się w nim robi. Wyznaję zasadę małych kroków, więc takie rozwiązanie bardzo mi odpowiada i uważam je za naprawdę przemyślane.
Bezpieczeństwo – regulamin vs. rzeczywistość
Nie wiem, czy to było moje niedopatrzenie, czy regulamin został zmieniony już po otwarciu sali, ale od samego początku nurtowała mnie kwestia wnoszenia własnych napojów. Na Instagramie otrzymałam odpowiedź, że w regulaminie widnieje zapis o zakazie wchodzenia z własnym jedzeniem i piciem na salę zabaw — co jest dla mnie całkowicie zrozumiałe, chociażby ze względów bezpieczeństwa (rozlana woda, ryzyko poślizgnięcia się itp.).
Zastanawia mnie jednak inna kwestia: restauracja. Sala zabaw to przestrzeń, w której dziecko biega, bawi się i po prostu chce mu się pić. Dlaczego w takim miejscu nie można mieć własnej wody? Ulubionego napoju w znanej dziecku butelce?
Mam wrażenie, że w tym przypadku zapis zapisem, a rzeczywistość swoje. Rozmawiałam z kilkoma znajomymi, którzy również byli w tym miejscu i każdy z nich miał przy sobie własną wodę. Dlatego trudno mi jednoznacznie ocenić, jak ten punkt regulaminu funkcjonuje w praktyce.
Czystość i organizacja przestrzeni
Strefa dla rodzica ?
Jedyną realną strefą dla rodzica jest… bycie przy swoim dziecku. Wszędzie tam, gdzie jest nasze dziecko, powinniśmy być razem z nim. Oczywiście, jeśli wiek dziecka na to pozwala, do dyspozycji mamy dwupiętrową restaurację, która od sali zabaw oddzielona jest ogromną szybą, skonstruowaną „pod kątem”, co znacznie ułatwia obserwowanie bawiących się dzieci.
Cennik i realna wartość za cenę
Tak jak wspominałam, ceny za wejście na salę zabaw zaczynają się od 55 zł za dziecko, przy czym wstęp dla dwóch osób dorosłych jest bezpłatny. W moim odczuciu to cena adekwatna — ani za wysoka, ani podejrzanie niska — szczególnie biorąc pod uwagę dwie godziny zabawy.
Mieszkając w Gdyni, staram się odwiedzać to miejsce w tygodniu, najlepiej przed południem. Najczęściej wybieram godzinę 11. Raz byłyśmy o 10 i oprócz nas było tylko jedno niemowlę, co też nie jest idealne, bo po prostu nie ma z kim się bawić. Z drugiej strony nie przepadamy za tłumami, dlatego najlepiej sprawdza się dla nas złoty środek — coś pomiędzy pustkami a pełnym obłożeniem.
Urodziny i wydarzenia – czy to miejsce na „duże okazje”?
Salki zrobiły na mnie kolosalne wrażenie. Cały czas utrzymany jest tam filmowy klimat, a każda aranżacja została wykonana z dużym pomysłem i dbałością o detale. Przykładowo, w salce „Pokój Pierścieni” na środku stołu znajduje się… pierścień.
To zdecydowanie przestrzeń warta uwagi. Naprawdę. Moje dziecko nie miało jeszcze okazji wyprawiać tam swoich urodzin, ale traktujemy to miejsce jako realną opcję na przyszłość. Pełny cennik dostępny jest na stronie, a poniżej udostępniam jego fragment.
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
0 comments