Nocleg w Folwarku Wierzchy w Borach Tucholskich zarezerwowaliśmy 3 miesiące przed przyjazdem. Mieliśmy plan, by po ślubie od razu wyruszyć na zasłużony odpoczynek. Plan był taki, żeby tym razem spędzić czas stacjonarnie, a nie tak jak co roku nieustannie jeżdżąc. Tzn. od kilku lat nasz urlop był objazdowy. Codziennie lub co drugi dzień inne miasto lub wieś. Noclegi rezerwowaliśmy dzwoniąc bezpośrednio do obiektu, bo przez booking zawsze wychodziło drożej. Oczywiście mówiliśmy, że chcemy zarezerwować poza bookingiem pomijając prowizje. I faktycznie zawsze było nieco mniej.
Jeśli chodzi o folwark, to to z czego jesteśmy najbardziej zadowoleni to z pogody. Trafiła nam się pogoda z temperaturą prawie 40 stopni, więc upały niemiłosierne. Opaliłam się bardziej niż na Teneryfie.
Miejscówka Folwarku była dla Nas idealna. Obiekt składał się z 10 domków typu Brda. Jeśli Brda kojarzy Wam się z PRL, to jesteście blisko prawy. Domki zostały odnowione. Są czyste i dobrze wyposażone. Największe wrażenie zrobiło na mnie oczywiście drewno w które wyposażone było wnętrze. Kanapa była szeroka i wygodna. Tak bardzo Nam się podobało, że o dwa dni przedłużyliśmy pobyt.
Dostaliśmy domek nr 6 tuż przy placu zabaw, więc Lenka mogła iść sobie na niego w każdej chwili. W trakcie naszego pobytu było kilka dziewczynek z którymi się zaprzyjaźniła, więc nudy nie było. Chociaż i tak wzięłam jej walizkę z kredkami, mazakami i kolorowankami.
Nasze dni wyglądały w ten sposób, że prawie codziennie ( o ile pogoda nie zawiodła) byliśmy nad jeziorem. By byliśmy nad jeziorem Piaseczno. Znajduje się ono w rezerwacie, więc teoretycznie nie wolno tam sie kapać o czym dowiedzieliśmy się w ostatni dzień pobytu, bo trafiliśmy na leśnika, który akurat miał patrol w tym miejscu i wszystkich przeganiał. N nas co prawda trafił po drodze, ale innych musiał wyganiać z wody. Pojechaliśmy w nieciekawych humorach nad jezioro Mukrza, ale tak też nie było źle. Co prawda było więcej dzieci kolonijnych, ale był ratownik i pomost.
Pierwszego dnia naszego urlopu pojechaliśmy do Tlenia nad jezioro popływać rowerkiem wodnym i to zajęło nam 3 h. Nie bałam się płynąć z Lenką, bo wcześniej w Wejherowie w parku pływałyśmy po kanale, który nie był głęboki.
W Tleniu trafiliśmy na pyszne lody, które podają w "Lody pod Klonem". Za bardzo dużą gałkę płaciliśmy 8 zł.

0 comments