RELACJA MAMY Z CÓRKĄ. PRZEGLĄD KSIĄŻEK.

Zrobisz jej krzywdę. 

Właśnie to zdanie słyszałam wiele razy w kontekście budowania swoich bliskich relacji z moją córką, ale czy relacje z własnym dzieckiem mogą być zbyt bliskie? Może dla osób "skrzywionych umysłowo" na pewno. Każda matka ma intuicję. Wierzę, że jest ona silna i każda z nas na podstawie swoich życiowych doświadczeń i wiedzy robi to, co uważa za najlepsze dla siebie i swoich bliskich. Oczywiś cie, że nie zawsze to jest możliwe. Ale np. na czas podejmowania tych decyzji, czyli na " tu i teraz" tak właśnie jest.


U mnie " budowanie relacji" jest pokłosiem tęsknoty za relacją ze swoją mamą, a potem bliską mi osobą, która przez 30 lat była w pobliżu. I nie wiem, czy chciała mi ją zastąpić czy nie, ale  była dla mnie czuła i dobra. Co prawda nie mówiłam do niej "mamo". Przez 30 lat była "Pani". Moją opiekunką i powierniczą wszystkich sekretów, o których nie wiedział nawet tata. Odeszła w listopadzie 2024. 

Kilka miesięcy przed jej śmiercią powiedziała mi " żałuję, że nie przytulałam Cię tyle ile bym chciała, ale bałam się, że Twój tata mi Ciebie zabierze" ...
Ból niesamowity. Dopiero po tych słowach sama zrozumiałam, że nie byłam przy niej wystarczająco blisko. Byłam miła, uczynna, interesowałam się co u niej i jej męża, zawsze zachodziłam wracając do domu, bo miałam po drodze ( to byli dla mnie drudzy "rodzice" ) ... ale ta śmierć była dla mnie wstrząsem. Przerwaniem pewnej relacji, którą chciałabym powtórzyć, ale od siebie, czyli mojej córce dać jeszcze więcej...
Przez brak wzorca, jakim była fizyczna nieobecność mamy i tęsknota za nią, poszłam w świat książek. Czytałam i czytam dużo. A teraz zaczęłam szukać książek, które opisują te relacje. Czasem trudne, czasem sielskie.

Lubię książki, po których nie od razu sięgam po następną. Takie, które zostają gdzieś z tyłu głowy jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Czasem dlatego, że wzruszają, czasem dlatego, że przypominają o czymś ważnym, a czasem po prostu dlatego, że znajdujemy w nich kawałek siebie.

Od kiedy jestem mamą, coraz częściej zwracam uwagę na historie o relacjach między kobietami. O matkach i córkach, o bliskości, która nie zawsze jest łatwa, o miłości wyrażanej na tysiąc różnych sposobów. To temat, który z wiekiem zaczęłam rozumieć zupełnie inaczej niż kiedyś. Dziś patrzę na takie książki jednocześnie oczami córki i mamy.
Przygotowałam więc zestawienie książek, które poruszają właśnie te tematy. Znajdziecie tu zarówno powieści, przy których trudno powstrzymać łzy, jak i książki psychologiczne pomagające lepiej zrozumieć rodzinne relacje. Są też tytuły pełne pięknych opisów, natury i klimatu, które szczególnie przypadną do gustu osobom wrażliwym na obrazy, emocje i detale.

Jeśli szukacie książki na spokojny wieczór z herbatą, kocem i odrobiną czasu tylko dla siebie, być może któraś z tych propozycji trafi prosto do Waszego serca.

Małe kobietkiLouisa May Alcott

czytaj online


Książka Małe kobietki Louisy May Alcott to klasyka powieści dla młodzieży, opowieść o dorastaniu czwórki sióstr March, napisana na podstawie przeżyć autorki i jej sióstr. Zabawy i radości, upokorzenia i smutki bohaterek, z których najmłodsza liczy 12, zaś najstarsza 16 lat, zostały przedstawione pod znaczącym tytułem. Każda z sióstr przechodzi przemianę, przeżywa przełomowe doświadczenie, zamykające na zawsze czasy niewinnego dzieciństwa i wprowadzające w świat dorosłości. Chociaż określenie „nastolatki” powstało i upowszechniło się dopiero sto lat później, autorce z wielką trafnością udało się zobrazować okres, w którym dziewczynki przestają być dziećmi i stają się młodymi kobietami.

Powieść, opublikowana w 1868, natychmiast odniosła sukces wydawniczy i uznanie krytyki. Czytelnicy domagali się dalszego ciągu, więc Alcott szybko napisała następną część, sprzedawaną przez pewien czas w Wielkiej Brytanii jako Dobre żony, później wydawaną jako drugi tom tego samego tytułu. W kolejnych latach ukazały się następne dwie części cyklu o siostrach March. Książka doczekała się adaptacji scenicznych i radiowych, na jej podstawie powstało siedem filmów, kilka seriali telewizyjnych i seriali anime.

CórkaElena Ferrante



Prowokująca, psychologiczna opowieść o macierzyństwie, wolności i kobiecej tożsamości

Pierwszy raz od wielu lat Leda, wykładowczyni literatury angielskiej, może rozkoszować się samotnością: córki wyjechały do jej byłego męża do Toronto. Ciesząc się nowo uzyskaną wolnością i beztroską, planuje wakacje na południu Włoch nad Morzem Jońskim – tylko ona i wszelkie przyjemności życia.

Początek urlopu mija jej spokojnie, do czasu gdy na plaży pojawia się pewna neapolitańska rodzina. Młoda matka Nina i jej córeczka Elena intrygują Ledę, co skłania ją do nawiązania z nimi znajomości. Wkrótce relacja między kobietami staje się bardziej złożona i wielowarstwowa. Każda z nich będzie musiała zmierzyć się z pytaniem, co oznacza bycie matką i do jakich wyborów zmusza.

Córka to powieść o sytuacji kobiet: konfliktach, które mogą się pojawić w małżeństwie, ginącej miłości i pasji, trudnych relacjach z dziećmi, które jednocześnie utrudniają i pomagają swobodnie wyrażać uczucia, i o dojrzewaniu. „La Stampa”.

W imię matki i córki

Siedem lat mieszkała za granicą. Chciała być stąd daleko. Myślałam, że tam zostanie. A ona pewnego dnia wróciła i stanęła w progu naszego berlińskiego mieszkania. Nagle musiałam oddać córce trochę przestrzeni, podczas gdy tak naprawdę pragnęłam samotności, by pracować, pisać i czytać, przerzucać tony papieru – do tego przecież się kształciłam, doktoryzowałam i habilitowałam. Tak, jestem doktorem, ale nie od duszy ani od ciała, tylko od papieru i słów.

Słowa bywają różne: pełne miłości lub bólu, niosące ukryte historie. Relacje matki i córki wymagają pracy. Wspierają się, ale też zderzają. Czasem mają dość siebie i wszystkiego wokół. A jednak w końcu sięgają po opasłego Gombrowicza, by ustawić na nim laptop i obejrzeć odcinek „Emily w Paryżu". Wiedzą, że poradzą sobie z kryzysem, wyjdą z niego mocniejsze i wszystko będzie dobrze.

Toksyczni rodzice



Pacjenci Susan Froward to ludzie, skatowani przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, przygniatani winą, napastowani seksualnie, czy... rozpaczliwie ochraniani. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że zostali zniszczeni destrukcyjnym wpływem „toksycznych” rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia i poniżenia. Mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące do samoniszczących zachowań. Zawsze, nawet niezależnie od faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, niezależnie od kochającego partnera – niekochani, niezależnie od życiowego powodzenia – nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostali pozbawieni wiary w siebie i wpędzeni w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia.














0 comments