Zrobisz jej krzywdę.
Właśnie to zdanie słyszałam wiele razy w kontekście budowania swoich bliskich relacji z moją córką, ale czy relacje z własnym dzieckiem mogą być zbyt bliskie? Może dla osób "skrzywionych umysłowo" na pewno. Każda matka ma intuicję. Wierzę, że jest ona silna i każda z nas na podstawie swoich życiowych doświadczeń i wiedzy robi to, co uważa za najlepsze dla siebie i swoich bliskich. Oczywiś cie, że nie zawsze to jest możliwe. Ale np. na czas podejmowania tych decyzji, czyli na " tu i teraz" tak właśnie jest.
U mnie " budowanie relacji" jest pokłosiem tęsknoty za relacją ze swoją mamą, a potem bliską mi osobą, która przez 30 lat była w pobliżu. I nie wiem, czy chciała mi ją zastąpić czy nie, ale była dla mnie czuła i dobra. Co prawda nie mówiłam do niej "mamo". Przez 30 lat była "Pani". Moją opiekunką i powierniczą wszystkich sekretów, o których nie wiedział nawet tata. Odeszła w listopadzie 2024.
Kilka miesięcy przed jej śmiercią powiedziała mi " żałuję, że nie przytulałam Cię tyle ile bym chciała, ale bałam się, że Twój tata mi Ciebie zabierze" ...
Małe kobietki – Louisa May Alcott
Książka Małe kobietki Louisy May Alcott to klasyka powieści dla młodzieży, opowieść o dorastaniu czwórki sióstr March, napisana na podstawie przeżyć autorki i jej sióstr. Zabawy i radości, upokorzenia i smutki bohaterek, z których najmłodsza liczy 12, zaś najstarsza 16 lat, zostały przedstawione pod znaczącym tytułem. Każda z sióstr przechodzi przemianę, przeżywa przełomowe doświadczenie, zamykające na zawsze czasy niewinnego dzieciństwa i wprowadzające w świat dorosłości. Chociaż określenie „nastolatki” powstało i upowszechniło się dopiero sto lat później, autorce z wielką trafnością udało się zobrazować okres, w którym dziewczynki przestają być dziećmi i stają się młodymi kobietami.
Powieść, opublikowana w 1868, natychmiast odniosła sukces wydawniczy i uznanie krytyki. Czytelnicy domagali się dalszego ciągu, więc Alcott szybko napisała następną część, sprzedawaną przez pewien czas w Wielkiej Brytanii jako Dobre żony, później wydawaną jako drugi tom tego samego tytułu. W kolejnych latach ukazały się następne dwie części cyklu o siostrach March. Książka doczekała się adaptacji scenicznych i radiowych, na jej podstawie powstało siedem filmów, kilka seriali telewizyjnych i seriali anime.
Prowokująca, psychologiczna opowieść o macierzyństwie, wolności i kobiecej tożsamości
Pierwszy raz od wielu lat Leda, wykładowczyni literatury angielskiej, może rozkoszować się samotnością: córki wyjechały do jej byłego męża do Toronto. Ciesząc się nowo uzyskaną wolnością i beztroską, planuje wakacje na południu Włoch nad Morzem Jońskim – tylko ona i wszelkie przyjemności życia.
Początek urlopu mija jej spokojnie, do czasu gdy na plaży pojawia się pewna neapolitańska rodzina. Młoda matka Nina i jej córeczka Elena intrygują Ledę, co skłania ją do nawiązania z nimi znajomości. Wkrótce relacja między kobietami staje się bardziej złożona i wielowarstwowa. Każda z nich będzie musiała zmierzyć się z pytaniem, co oznacza bycie matką i do jakich wyborów zmusza.
Córka to powieść o sytuacji kobiet: konfliktach, które mogą się pojawić w małżeństwie, ginącej miłości i pasji, trudnych relacjach z dziećmi, które jednocześnie utrudniają i pomagają swobodnie wyrażać uczucia, i o dojrzewaniu. „La Stampa”.
Siedem lat mieszkała za granicą. Chciała być stąd daleko. Myślałam, że tam zostanie. A ona pewnego dnia wróciła i stanęła w progu naszego berlińskiego mieszkania. Nagle musiałam oddać córce trochę przestrzeni, podczas gdy tak naprawdę pragnęłam samotności, by pracować, pisać i czytać, przerzucać tony papieru – do tego przecież się kształciłam, doktoryzowałam i habilitowałam. Tak, jestem doktorem, ale nie od duszy ani od ciała, tylko od papieru i słów.
Słowa bywają różne: pełne miłości lub bólu, niosące ukryte historie. Relacje matki i córki wymagają pracy. Wspierają się, ale też zderzają. Czasem mają dość siebie i wszystkiego wokół. A jednak w końcu sięgają po opasłego Gombrowicza, by ustawić na nim laptop i obejrzeć odcinek „Emily w Paryżu". Wiedzą, że poradzą sobie z kryzysem, wyjdą z niego mocniejsze i wszystko będzie dobrze.
Pacjenci Susan Froward to ludzie, skatowani przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, przygniatani winą, napastowani seksualnie, czy... rozpaczliwie ochraniani. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że zostali zniszczeni destrukcyjnym wpływem „toksycznych” rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia i poniżenia. Mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące do samoniszczących zachowań. Zawsze, nawet niezależnie od faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, niezależnie od kochającego partnera – niekochani, niezależnie od życiowego powodzenia – nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostali pozbawieni wiary w siebie i wpędzeni w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia.



0 comments