Jak nie zwariować od nadmiaru wyboru?

fot. Malwina Nogaj


Dlaczego nadmiar wyboru tak bardzo męczy rodziców?

Odpowiedź jest prosta. Dlatego, że mamy po prostu nadmiar.  A nadmiar męczy. Trzeba podejmować decyzje, które są po prostu męczące, a nie przyjemne. Podejmując decyzję rozważamy co jest dobre dla Nas i dla Naszej rodziny. A dla niech chcemy przecież jak najlepiej. 

Internet obiecuje ułatwienia, a często dokłada chaosu

To dotyczy każdego z Nas. Ciągła presja “najlepszego wyboru np. z danego sklepu, konkretnego przedmiotu, najmodniejszego itd. Do tego dochodzą rankingi, porównania i opinie, które umówmy się nie zawsze są prawdziwe i rzetelne. W przypadku dzieci do tego zestawienia dołącza lęk, że coś robimy gorzej niż inni. Ciągłe porównywanie się z innymi jest samobiczowaniem się. Pamiętajcie, żeby nie porównywać czyjejś wystawy do swojego zaplecza.


Dzieci i zbyt duży wybór – dlaczego to nie działa

Jestem Millenialsem urodzonym w 1985 roku. Jestem tym pokoleniem, które zrozumiało jak dawać dziecku wybór. Dwie-trzy rzeczy to max, żebyśmy uniknęli krzyku i frustracji, ale jednocześnie dać dziecku poczucie sprawczości i współpracy w podejmowaniu decyzji. Dziecko tak jak my dorośli, nie ma takiej wiedzy żeby ocenić czy coś jest dla niego dobre czy nie. Jak będzie się czuł, gdy dokona określonego wyboru. A my rodzice mówimy “ sam tak chciałeś” nie biorąc pod uwagi, że ono nie do końca wiedziało co wybiera. Zresztą sami przyznajcie. Tak jak napisałam powyżej. W internecie jest tak wiele różnych opinie, że dorosłemu bardzo trudno dokonać wyboru, a co dopiero dziecku.

Mniej decyzji w ciągu dnia = więcej spokoju w domu

Sama tego ostatnio się uczę. Pojawienie się internetu pod koniec lat 90 , a potem jego dynamiczny rozwój spowodowało nieustanną ciekawość i wypróbowywanie coraz to nowszych rzeczy. Ciąg decyzji, które wpływały na każdy aspekt naszego życia, był coraz bardziej przytłaczający. Mi towarzyszyła niepewność, czy zamiast zakupionej książki nie otrzymam worka ziemniaków lub cegły. Żyjemy w takim świecie, że sami musimy na nowo ustalić swoje granice, priorytety i nadać mu nową wartość. Jeśli będziemy wiedzieć na czym nam zależy, co chcemy mieć, a czego nie podejmowanie decyzji przyjdzie Nam z ogromną łatwością.

„Wystarczająco dobrze” jako antidotum na presję idealnego rodzicielstwa

Termin wystarczająco dobra matka został wymyślony przez brytyjskiego psychoanalityka i pediatrę Donalda W. Winnicotta, który podkreślał, że rodzice nie muszą być idealni, ale wystarczająco wrażliwi na potrzeby dziecka, aby wspierać jego zdrowy rozwój, co jest kluczowe dla budowania bezpiecznej bazy i naprawy relacji. 

Jako matki chcemy dla Naszych dzieci jak najlepiej. Internet zalewa fala porad. Giniemy w ich gąszczu i coraz bardziej oddalamy się od podjęcia właściwej decyzji, bo w końcu chcemy podjąć tę idealną. Chcemy coraz więcej i więcej, bo cały czas wydaje Nam się, że robimy na mało. Jest w Nas strach przed złym wyborem. Do tego strachu dochodzi presja na bycie “świadomym” rodzicem, które reaguje na potrzeby swojego dziecka. Ale świadomy rodzic wie, że nie reagujemy natychmiast ( przynajmniej jeśli nie zagraża to życiu i bezpieczeństwu naszego dziecka). Myślę, że ciągłe siedzenie w internecie i porównywanie się do matek z instagrama jest niekorzystne dla naszego zdrowia psychicznego. Przestaliśmy ufać swojej intuicji, która była pierwsza niż instagram. 

Znasz ten dźwięk wyłączającego się telewizora i błogiej ciszy ? Może masz ochotę sobie przypomnieć jak brzmiał?


Jak ja upraszczam wybory w naszej codzienności

U mnie sprawa jest prosta. Poznałam swoje priorytety i wartości, dzięki którym łatwiej się żyje. Tobie polecam zrobić to samo.

Tu znalazłam dla Was takie ćwiczenie , które może Wam w tym pomóc https://katarzynabieleniewicz.pl/wp-content/uploads/2018/06/twoje-zyciowe-wartosci-1.pdf


Jeśli chodzi o moją codzienność, to ja bardzo cenię sobie “ dawne”, czyli tradycyjne wychowanie i podejście do rodzicielstwa. Szukam książek dla dzieci z lat 60-70-80, które prosto, ale jednocześnie pięknie uczą. Lubię książki Marii Kownackiej na których książkach uczyli się nasi rodzice. Książki są w lekko wypłowiałych kolorach, niezbyt intensywnych, czyli takich jakie dziecko powinno oglądać. 


Uczę swoje dziecko życia poprzez życie. Poprzez doświadczanie prawdziwej codzienności ze mną. Sama chodziłam do przedszkola i szkoły, ale te metody nauczania są mi dalekie. Nawet jest szkoła poszła z duchem czasu i są w niej roboty psy. 







0 comments